Mój kolega z uniwersytetu, najlepszy w swoim roczniku, studiował dodatkowo niemiecki, bo jest na wydziale filozofii. A potem, bo bał się, że źle nauczy się niemieckiego i wpłynie to na jego średnią 4.0, poprosił innego znajomego, żeby napisał za niego egzamin, i został złapany przez wykładowcę. Potem zrezygnował ze studiów, a jego przyjaciel dostał naganę. Początkowo wykładowca stanowczo domagał się, żeby obaj zostali wydaleni, ale wydział w końcu uratował jednego. Osoba, która zawsze wygrywała od małego, ponieważ nigdy nie przegrała, nawet jeśli wygrana nie była zbyt efektowna, czułaby, że to nie wystarczy. W rzeczywistości na pewno miałby ponad 80 punktów z niemieckiego.