Najbardziej przerażającym sposobem na wyrażenie wdzięczności dla ważnych osób jest zaproszenie ich na obiad. Wysokiej jakości pomoc, a najgorsza odpowiedź to ta niskiej jakości. Kropla wody zasługuje na strumień wody w odpowiedzi, ale najgorsze jest to, że to, co uważasz za strumień, może być tylko kroplą. Większość ludzi nie chce być niewdzięczna, ale zbyt się spieszy, aby załatwić sprawy związane z wdzięcznością. Dlatego zapraszają na obiad, przynoszą lokalne specjały, spiesząc się, aby coś pokazać. Jednak im bardziej się starają, tym bardziej wydaje się to płytkie. Zaproszenie na obiad, czasami nie przynosi głębszego sensu, a może tylko prowadzić do niezręczności. Każdy z nas w swoim życiu prawdopodobnie spotka jednego lub dwóch ważnych ludzi. Nie muszą się z nami kontaktować codziennie, nie muszą być zbyt rozmowni, ale zrobili coś, co w momencie wahania dodało nam otuchy, w chwilach bezsilności pomogło nam, lub po prostu powiedzieli coś w naszym imieniu, co zmieniło nasze miejsce w całym systemie. Tacy ludzie są rzadkością. A powód, dla którego ci pomagają, nie polega na tym, że jesteś miły, ani nie chodzi o to, że zapraszasz ich na obiad, ale widzą w tobie coś, w co warto zainwestować, jakąś potencjalną siłę, blask lub czystość. Ale kiedy mówisz: „Bracie, zapraszam cię na obiad!”, myślisz, że wyrażasz wdzięczność, ale z innej perspektywy mówisz mu: „To, co zrobiłeś, jest warte obiadu, więc jesteśmy kwita.” Nie spłacasz przysługi, lecz w najkrótszy i najszybszy sposób zamieniasz długoterminową współpracę na jednorazowy gest, który przypomina „szybko spłać dług”. Starzy mędrcy mówili: „Przyjaźń szlachetnego człowieka jest jak woda.” Woda jest płynna, nie ma barier, pozostawia przestrzeń w relacjach, nie spieszy się z rozliczeniami. A kiedy zapraszasz na obiad, zamieniasz tę przestrzeń w granice. Kiedy ważna osoba to widzi, rozumie, że nie jesteś kimś, kto może daleko zajść, lecz kimś, kto czeka na nagrodę. Zapraszanie na obiad to najwygodniejszy sposób na zbycie kogoś. Bo zaproszenie na obiad jest najłatwiejsze, nie wymaga myślenia, nie trzeba się zmieniać, wystarczy wydać pieniądze na poczucie procesu. Prawdziwym sposobem na poruszenie ważnej osoby nie jest obiad, lecz twoja zmiana. Zmieniasz się, nie jesteś już zestresowany, potrafisz utrzymać swoją częstotliwość w trudnych sytuacjach; stajesz się wiarygodny, potrafisz załatwić powierzone ci sprawy, a nawet zrobić krok dalej; stajesz się silny, potrafisz samodzielnie torować sobie drogę, nie czekając na pomoc innych. Te zmiany to najcichsza i najbardziej poruszająca odpowiedź na pomoc ważnej osoby. Jednak wielu ludzi tego nie robi i nie zamierza, więc wyciągają „zaproszenie na obiad” jako zasłonę. Mówiąc ładnie, to jest wyrażenie wdzięczności, a mówiąc wprost, to znaczy, że nie osiągnąłem jeszcze niczego, więc po prostu przeprowadzam proces. To tak, jakbyś obiecał nauczycielowi napisać długi esej, a na końcu oddał kartkę z życzeniami; obiecałeś rodzicom, że się postarałeś, a na końcu kupiłeś im termos. Forma jest w porządku, ale waga nie. Najbardziej ironiczne jest to, że takie „wdzięczne” słowa, gdy jedzenie dopiero co trafiło na stół, a gość jeszcze nie usiadł, zaczynają się od: „Naprawdę ci dziękuję, pamiętam twoje słowa z tamtego dnia, jestem osobą, która nie potrafi się wysłowić, więc mogę tylko zaprosić cię na obiad.” Każde z tych zdań brzmi szczerze, ale w oczach ważnej osoby brzmi to jak: „Nie mogę tego zrobić, więc mówię coś miłego.” To nie jest zaproszenie na obiad, to jest zamiennik twojego rozwoju. Istnieje pojęcie „symbolicznego rozliczenia”, które oznacza, że ludzie, stając w obliczu trudnych oczekiwań, używają powierzchownych działań, aby „symulować odpowiedź”. Może to krótkoterminowo złagodzić poczucie winy, ale całkowicie zamyka możliwość zmiany. Prawdziwa wdzięczność nie jest tym, co mówisz, lecz tym, co robisz; stajesz się osobą, którą on chce nadal wspierać, to jest wysoka jakość wdzięczności. Zapraszanie na obiad zakłóca czas i rytm innych. Ważne osoby mają jedną wspólną cechę: mają wysoką gęstość czasu, skoncentrowaną uwagę i pełny cykl energii. Ich codzienny harmonogram często przypomina kawałki cukru, ciasno uporządkowane, z wyraźnym podziałem na to, co należy zrobić, a co należy ograniczyć, rzadko mają czas na „bezużyteczne rozmowy”. Nawet rozproszenie uwagi jest zaplanowane. Twoje nagłe zdanie: „Kiedyś zapraszam cię na obiad.” brzmi grzecznie, uprzejmie i z sercem, ale w głębi duszy druga osoba może to odebrać jak systemowy komunikat: „Masz do zrealizowania niepotrzebne, ale nieodmowne zadanie.” Myślisz, że utrzymujesz relację, ale on widzi, że ktoś traktuje logikę społeczną jak uniwersalny klucz, który wpycha do jego efektywnego systemu, zakłócając rytm i marnując uwagę. ...