Jeśli mówisz o swoich uczuciach, a jakiś głupek przerywa, aby dać rady, zamiast cierpliwie trzymać nieskończoną przestrzeń dla twojego procesu, osądź go. Osądź go mocno. Masz oczywisty dowód na jego moralną niższość. Jesteś obiektywnie mądrzejszy i bardziej duchowy. Jesteś w zasadzie Rumi. Już wiesz, że to tylko jego kulturowe uwarunkowanie. To patriarchat. Nie zrobił tyle jogi co ty. Nie zjednoczył swojego oddechu, umysłu i ciała w swoich pośladkach tak jak ty. Upewnij się, że powiesz coś miłego, jak "miłość i światło", żeby nie wyglądać źle w oczach innych. Ale upewnij się, że w twoim tonie jest wystarczająco dużo wyraźnego zniecierpliwienia, żeby mógł to usłyszeć. Nie oglądał TED-a Brene Brown, więc nie ma empatii.